Była gwieździsta noc, Naomi już spała, a Lee niespokojnie
czuwał przy niestarannie rozłożonym namiocie. Rozmyślał co się stało tego dnia.
Te wszystkie zdarzenia nie dawały mu spokoju, nie wiedział jak powiedzieć swojej
młodszej siostrze o tym, że nie wrócą już do domu, że nie zobaczą rodziny, że
teraz życie nie będzie takie proste.
Wstał
by dorzucić drewna do ognia, gdy nagle poczuł przeszywający ból w lewej nodze. Upadł.
Leżał nieruchomo kila centymetrów od ogniska. Nie chciał budzić Naomi, gdyż wiedział,
że zaczęłaby „histeryzować”. Powoli doczołgał się do kłody, twarz miał trochę
zarumienioną od gorących płomieni. Gdy spróbował
się podciągnąć by siąść na drzewo ból stał się nie do wytrzymania. Świat zaczął
wirować, nie mógł już znieść cierpienia, zaczął krzyczeć. W jego głosie dało
się słyszeć rozpacz i zmęczenie. Nagle zrobiło się czarno, głucho. Chłopak zemdlał.
Duże,
brązowe oczy dzień i noc wpatrywały się w śpiącą twarz brata. Po miesiącu
zmartwień Lee ockną się. Leżał w całym białym pokoju na niezbyt miękkim łóżku.
- Gdzie ja jestem? Czy to jest niebo? – sprawdził puls w
szyi – Uf… Jeszcze żyję, ale gdzie ja jestem i gdzie jest Naomi?
Wziął głęboki
wdech i próbował wstać, ale kość się jeszcze nie zrosła. Znowu wylądował na
ziemi. Huk i kszyk usłyszał zakonnice, które były właśnie na obiedzie. Po chwili
„wpadły” do śnieżnego pokoju wraz z kruczowłosą dziewczynką.
- Lee, ty żyjesz! Nawet nie wiesz jak się cieszę – mówiła pomagając
mu wstać – Modliłam się żebym mogła jeszcze usłyszeć twój głos. Po tygodniu
straciłam wiarę…
Przerwał jej:
- Po tygodniu? – zdziwił się – Ile ja tu leżę?
- Prawię miesiąc. Lee, stało się
coś? Jesteś jakiś blady.
- Wszystko dobrze – kłamał –
Tylko jestem trochę głodny.
- Nie ma co się dziwić młodzieńcze
– rzekła jedna z sióstr – zaraz ci coś przyniesiemy.
- Bardzo dziękuję.
Chłopiec znowu został sam.
- Czyli zostały mi tylko dwa
miesiące.
Kim

No no fajny ;) czekam na następny rozdzial :P
OdpowiedzUsuńDzięki :) A nowy rozdział będzie we wtorek
Usuń